
Tekst piosenki
[Refren: Kaz Bałagane]
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
[Zwrotka 1: Kaz Bałagane]
Gdybym był żulem, dalej kochałbym naturę (Tak jak ptak)
Po zupę na miejscówę czekałbym na swoją turę (Co tam na chochli?)
Niejeden by kolega się położył tam za murem (Ćśśś)
Bo zima, bo zimno, Jacek dobrze kombinuje, o—
Teren ważniejszy niż wpierdol, nie jebałbym na pewno (Tak)
Byłoby ciepło, bo bym ciachał drewno (Ayy)
Gdybym był żulem, to skołowałbym Ci słupów (Lecę, panowie)
Siano na tym zrobił, tamtym kupił parę butów (Macie)
Gdybym był żulem, to bym ciągle pisał wiersze (Ayy)
Mielibyśmy zawsze dupy, może nienajlepsze (A kto wybrzydza—)
Na pustostanie (To nie rucha) byłoby czysto i miło
Na skiba chodzili ([?]) do Biedronki albo Dino
Byśmy ojebali komuchom parę chat (Tam taki gruby cwel mieszka)
A gdyby nas złapali, to nad głową byłby dach (Ayy)
Gdybym był żulem, wszędzie nosiłbym gaz (Ayy, ayy)
A może by mnie zajebali cegłówkami i tak (Ayy, ayy)
[Refren: Kaz Bałagane]
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
[Zwrotka 2: Słoń]
Gdybym był żulem, a nie jest powiedziane, że nie będę
Życie to spacer po linie bez gwarancji, że nie pęknie
Pewnie śmiałbyś się ze mnie, że roztaczam taki odór
Że by ludzie przy mnie wyszli z lecącego samolotu
Gdybym był żulem, to najebany od rana
Krzyczałbym coś o końcu świata na przystanku jak wariat
Twoja matka by mnie pamiętała z klasy w liceum
Odwróciłaby wzrok, widząc mój uśmiech bez zębów
Gdybym był żulem, to spytałbym pełen powagi:
„Czy dasz radę, królu złoty, się dorzucić do flachy?”
Kupiłbym najtańszy chlor, by wyjebać go duszkiem
Znaleźliby mnie martwego w krzakach cztery dni później
Gdybym był żulem, to pewnie sypiałbym w parku
I znałbym niezliczoną ilość miejskich zakamarków
Mimo że życiowy bankrut, miałbym bekę do łez
Widząc, jak mojego bełta zlizuje z gleby twój pies
[Refren: Kaz Bałagane]
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
Gdybym był żulem, to posadziłbym outdoor
Kolega by wskazał, gdzie zaparkować auto
Byśmy mieli BLIKA, razem przeszli to bagno
Bo nikt nie nosi siana, wszyscy płacą już kartą
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Utwór ma prowokacyjny, czarny humor i opiera się na hipotetycznej wizji życia „żula”, czyli osoby bezdomnej/wykluczonej. Artyści z przerysowaniem i ironią opisują alternatywną rzeczywistość – funkcjonowanie na marginesie społeczeństwa, kombinowanie, przetrwanie zimy, relacje między „swoimi”. W warstwie powierzchownej to zbiór obrazów z życia ulicy, pełnych wulgarności, absurdu i groteski.
Głębiej tekst dotyka tematu kruchości statusu społecznego – „nie jest powiedziane, że nie będę” sugeruje, że każdy może spaść na dno. Jest tu też krytyka konsumpcyjnego świata (motyw kart, BLIKA zamiast gotówki) i hipokryzji klasowej – śmiania się z wykluczonych, dopóki samemu jest się „na górze”. Całość balansuje między żartem a gorzką refleksją o życiowej niepewności i cienkiej granicy między stabilnością a upadkiem.











Komentarze (0)