Tekst doda艂/a:
Autor tekstu
T艂umaczenie:
Autor t艂umaczenia
Interpretacja:
Autor interpretacji Autor interpretacji

Tekst piosenki

[Zwrotka 1: Enson]
Kiedy 艣ni臋, spadam, ale budz臋 si臋 nim upadn臋
Nad ranem na jawie pragn臋 wybi膰 si臋, nim zasn臋 na amen
Apetyt ro艣nie na miar臋 pragnie艅 og贸艂u
Ja 艂ykam analgetyki i dalej pragn臋 do b贸lu
Boj臋 si臋 chor贸b, oddalam my艣li o nich od mojego domu
Boj臋 si臋 widoku jakby weneckiego nekrologu
Nadzieja, 偶e nie odbior膮 mi Ci臋 choroby
Tli si臋 delikatnie jak Marlboro w Twojej d艂oni
Powody? Niech 偶ycie b臋dzie autorem mora艂u
Moje 偶ycie tak ci臋偶kie jak worek z milionem dolar贸w
Tratuj臋 dobra, kt贸re mam, kiedy goni臋 te, kt贸rych nie b臋d臋 mie膰
Wypruj臋 sobie 偶y艂y, jak mi to wejdzie w krew
Nie pakuj臋 si臋 w problemy
Bo doprawdy niejeden to bra艂by jak prezent, nie daruj臋 im
W betonowej d偶ungli poluj臋 na sukces
Me naboje szalej膮 na jego czerwonym punkcie

[Zwrotka 2: Laikike1]
M膮drzy ludzie m贸wi膮 mnie, 偶e nie zg艂upie膰 to zdzicze膰
Zamiast startowa膰 po sen, si膮艣膰 jak Brett w Coolshipie
I da膰 szans臋 aurze jak Florze daje Faun
Kiedy si臋ga po magi臋 – 膰艣艣艣 – to Kan Wa Kan
Pracujesz nad sob膮, uwa偶aj, prosz臋, bo stanie
Z Tob膮 oko w oko w艂asny ogon, b臋dziesz jak w膮偶 z bajek
Walka z ego to wci膮偶 walka i b艂agam odpu艣膰
Nie zamienisz gada w ptaka, ale mo偶esz mu da膰 odczu膰
呕e nie mo偶e by膰 ju偶 sob膮, to nie fair jak kastet
呕eby przypi膮膰 komu艣 skrzyd艂a, trzeba mie膰 najpierw w艂asne
Biblia wymienia anio艂贸w, sam znam kilku: alk
Grzyby, pio艂un, koks – widzisz tam Sebka czy hajs?
Zredefiniuj swoje cele, bo sko艅czysz
Zanim zaczniesz pami臋ta膰, 偶e zapomnisz
Niebo to nie limit, jeba膰 lot do gwiazd
Przecie偶 z ich perspektywy cel to to, co ju偶 masz

[Zwrotka 3: Bonson]
Nie widz臋 nic, gdy patrz臋 w lustro czasem, i nie czuj臋 przez to nic
Ale boj臋 si臋, gdy zn贸w popatrz臋 w szyb臋, spojrzysz przez ni膮 ty
I powiesz mi, 偶e wszystko to jest 偶art i, kurwa, „Mamy ci臋!”
A wtedy nie wytrzymam wstydu, b臋d臋 musia艂 zabi膰 ci臋
I b艂膮dz臋 po ulicach, kt贸re znam jak w艂asn膮 kiesze艅
I dlatego chyba boj臋 si臋, 偶e znajd臋 tam co艣 jeszcze
I nie pomo偶e gaz czy kosa, kt贸re masz w torebce
Gdy powiesz „nie m贸wi艂am?”, twoje s艂owa zabrzmi膮 pi臋knie
Prawd膮 jestem, przez to, kurwa, mam ju偶 garba, bo
Nosz臋 s艂owa moich braci, pe艂ne jadu k艂amstwa
Ka偶dy milczy, idzie r贸wno, jakby w marszu armia
I tylko w贸da tu emocje w nas uwalnia
Nie chc臋 wiele, chcia艂bym wsta膰 i si臋 nie w艣cieka膰
Ale brak powietrza wkurwia, kiedy nie wiesz, gdzie jest meta
Chcia艂em dopisa膰 jeszcze wers, ale… pieprz臋 to
I tak pewnie nie kumasz, gdzie jest sens

[Zwrotka 4: 艢winia]
Staj膮 na g艂owach za ka偶de zero, bracie
A kiedy wreszcie ich sta膰, to le偶膮 na macie
Ja nie chc臋 kra艣膰, ani s艂ucha膰 drani
呕e ludzi trawi choroba, bo nie s膮 zaharowani
Ka偶dy chocia偶 my艣lami po偶膮da skrzyde艂
Potem odlatuje, 偶eby zyska膰 perspektyw臋
Jednych to rani, drudzy w臋sz膮 w tym interes
Najwa偶niejsze to nie ulec presji, nie zatraci膰 siebie
Niedo艣cignienie
艁atwo straci膰 nerwy, potem dom i ziemi臋
To ciernista droga – jedni chc膮 goni膰 sny
Drudzy goni膮 towar, 偶eby pierwsi mogli 艣ni膰
呕ycie zostawia blizny
Jeste艣 szczurem, bo tego wymaga wy艣cig
M贸wi臋 to z b贸lem i chcesz to spr贸buj
Mo偶esz by膰 kr贸lem, ale tylko w艣r贸d szczur贸w

[Zwrotka 5: Igrekzet]
W morzu zach艂annych gwiazd
Dla kt贸rych gubisz rado艣膰 chwil
Liczy si臋 tylko dal
Kropla uderza o kamie艅, a potem fala o ska艂臋
Bo w kuluarach odwagi wszystko, co czai si臋, to strach
Zabij mnie (co?), skoro ju偶 zabi艂o serce
Kiedy bije zegar, a chc臋 wi臋cej i wi臋cej, i wi臋cej
Kiedy bij膮 pian臋 dechami zabite 艂by
I kolejne rozbijam banki, by znowu zobaczy膰 nic
A w tej kabinie jedyne, co s艂ysz臋 – zarzynanych owiec krzyk
Po 艣wi臋ty spok贸j i cho膰by na piek艂a dno
Od p艂aczu i dechu do mauzoleum na zmory zabory to kto?
Znowu nie zasn臋, znowu nie zasn臋 dzi艣
Nie zasn臋, nie, nie
Nie zasn臋, znowu nie zasn臋 dzi艣, bo
Bo szukam czasu, by 偶y膰
Bo szukam czasu, by 偶y膰
Bo szukam czasu, by
Szukam czasu
Szukam, szukam
Szszszszsz…

Komentarze (0)