
Tekst piosenki
[Verse 1: Jacek Kaczmarski]
On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał że blisko już świt
Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym
Śpiewał, że czas by runął mur…
Oni śpiewali wraz z nim:
[Hook x2]
Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!
[Verse 2: Jacek Kaczmarski]
Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów
Śpiewali więc, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał
I ciążył łańcuch, zwlekał świt…
On wciąż śpiewał i grał:
[Hook x2]
[Verse 3: Jacek Kaczmarski]
Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam
[Interlude]
Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg…
Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg…
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Geneza Murów tkwi w piosence L’Estaca (pol. Słup), napisanej w 1968 roku przez katalońskiego pieśniarza Lluísa Llacha. Utwór stanowił protest wymierzony w dyktaturę Francisco Franco i zyskał ogromną popularność w Katalonii. Kiedy Jacek Kaczmarski posłuchał płyty Llacha, L’Estaca szczególnie przypadła bardowi do gustu. Postanowił napisać do niej polski tekst, poświęcony historii katalońskiego artysty (On młody i natchniony był), jak i losom jego najbardziej znanego utworu.
Kaczmarski opowiada o tym, jak L’Estaca podbijała serca Katalończyków; pewnego razu wielotysięczny tłum śpiewał pieśń, trzymając w dłoniach zapalone świece (Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym). Kiedy władze zakazały jej wykonywania, na manifestacjach nucono samą melodię (Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów / Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów).
L’Estaca zyskała status hymnu katalońskiej opozycji, a tym samym została przejęta przez lud; przestała być własnością artysty. Ten problem jest istotą tekstu Kaczmarskiego, który wspominał na łamach pisma Indeks:
„Mury” napisałem w 1978 r. jako utwór o nieufności do wszelkich ruchów masowych. Usłyszałem nagranie Luisa Llacha i śpiewający, wielotysięczny tłum i wyobraziłem sobie sytuację – jako egoista i człowiek, który ceni sobie indywidualizm w życiu – że ktoś tworzy coś bardzo pięknego, bo jest to przepiękna muzyka, przepiękna piosenka, a potem zostaje pozbawiony tego swojego dzieła, bo ludzie to przechwytują. Dzieło po prostu przestaje być własnością artysty i o tym są „Mury”. I ballada ta sama siebie wywróżyła, bo z nią się to samo stało. Stała się hymnem, pieśnią ludzi i przestała być moja.
Podobnie jak stało się to w przypadku katalońskiego oryginału, Mury zostały przejęte przez polską opozycję i w latach osiemdziesiątych stały się hymnem Solidarności. Znaczenie piosenki zostało wówczas całkowicie wypaczone – gorzki, ironiczny tekst zaczął być śpiewany jako wezwanie do obalenia reżimu. Co znamienne, często pomijano ostatnią, pesymistyczną zwrotkę (A mury rosły, rosły, rosły / Łańcuch kołysał się u nóg). Kaczmarski, rozczarowany tym stanem rzeczy, napisał po latach kontynuację – Mury’87.












Komentarze (0)