
Tekst piosenki
Jestem piratem bez oka na lęk,
Skarbie biorę co chcę
Znasz mnie do jutra,
Wypływamy w rejs.
Lejesz mi rumu, robię piruet
Ile szylingów za jointa?
My się bujamy po portach
Szczury lądowe w kurortach
Szatany na wspólnych akordach
Ludzie ze wschodu o wschodzie na molo
I tak od zachodu bujamy się co noc
Smarujesz plecy, twój były ma FOMO
Zakładam okular dla ciebie pro bono
To nie przed tobą słońce
Zależy mi na wyglądzie
I znowu WIATR tańczy między żaglami,
Za twoimi włosami tęskniłem miesiącami
Chyba mam farta
Wypuścili z miasta mnie
Oczy za Ray-Banem
Sam się nie poznałem
Okej
Muszle na szyi
Wyruszamy bo mnie namówili (ej)
Płyną godziny
Już chwilę nie było chwili,
Żebyś odbiła się w moich szkłach
W butach nasypany piach
Na głośnikach Bitamina
Znowu śpiewam o dziewczynach
Nie piję wina,
a w łapie mam Carlo Rossi
Chciałem tu odpoczywać,
Ale chyba nie ma opcji
Nie chcę zapominać,
Więc cyknąłem ze dwie fotki
Jeszcze jedna chwila,
Zimna bryza nas zatopi
I znowu WIATR i znowu WIATR
Twoimi włosami
Tęskniłem tygodniami, miesiącami
I znowu WIATR tańczy między żaglami,
Za twoimi włosami tęskniłem miesiącami
Chyba mam farta
Wypuścili z miasta mnie
Oczy za Ray-Banem
Sam się nie poznałem
Nie potrzebuje oceanów
Żeby siedzieć i gapić się na zachód
Nie potrzebuje tych paru stów
Mam łajbę która się wabi „Cud”
I znowu WIATR tańczy między żaglami,
Za twoimi włosami tęskniłem miesiącami
Chyba mam farta
Wypuścili z miasta mnie
Oczy za Ray-Banem
Bo pobalowałem
Nie potrzebuje oceanów
Żeby siedzieć i gapić się na zachód
Nie potrzebuje tych paru stów
Mam łajbę która się wabi „Cud”
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Ten tekst to letnia, beztroska opowieść o wolności, ucieczce od codzienności i życiu chwilą. Główny bohater porównuje siebie do pirata – niepokornego, dzikiego, niezależnego – który bierze od życia to, czego chce, nie przejmując się konwenansami. W tle przewijają się obrazy podróży, żeglowania, spotkań z ludźmi z różnych zakątków, imprez, muzyki i lekkiego hedonizmu. To świat bez obowiązków, gdzie zamiast zegarka liczy się wiatr we włosach, piach w butach i muzyka na głośnikach. Pojawia się też kobieta – tajemnicza, przyciągająca, z którą dzielone są te ulotne momenty wolności i luzu.
Druga część tekstu podkreśla tęsknotę za prostotą życia i emocjami, których nie da się kupić – spojrzeniami, dotykiem, wspomnieniami. Choć narrator „nie potrzebuje oceanów”, czuje, że jego własna „łajba”, nazwana symbolicznie „Cudem”, daje mu wszystko, czego mu trzeba. Piosenka to swoista oda do chwilowego szczęścia, wolności od miasta, rutyny i obowiązków, które ustępują miejsca słońcu, wiatrowi i nieskrępowanej obecności drugiej osoby. To letni vibe zamknięty w lekkim, obrazowym języku – z domieszką melancholii i wdzięczności za chwilowe „bycie naprawdę”.











Komentarze (0)