Tekst piosenki
Kurtyna w dół ostatni raz
Wygasły brawa, zamilkł wrzask
A jedna ręka choćby chciała – nie zaklaszcze
Reflektor dawno tutaj zgasł
A w miejscu zatrzymał się czas
I tylko duchy się błąkają po teatrze
I w całym mieście smutno jest
To pada deszcz , to wyje pies
Zakapslowana znów w butelkach jest kultura
Więc znów bez celu szlajam się
Nikt już nie oklaskuje mnie
A ja na scenie już nie pocę się w purpurach
Tylko zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
Zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
Brak mi emocji którem czuł
Za kulisami ludzi szum
I tak jak nigdy, potrzebuję dziś dublera
Aby po prostu za mnie żył
W codzienności mętnej tkwił
Przełykał gorzkie brawa prosto od Klakiera
Zabrakło życia mi i słów
I zniknął sufler mój i Bóg
Więc stawiam scenę z krzywych desek na zakręcie
I nagle serce mi się skrzy
Bo znów ktoś słucha mnie jak mszy
A pojedyncze brawa zawsze są najszersze
Tylko zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
Zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
I znów na scenie stoję sam
Gram swoje życie, które mam
Bez bileterów, bez Klakierów, bez kurtyny
Co poleciała z hukiem w dół
I mój złamała świat na pół
Dziś gram dla siebie bez korzyści, bez rutyny
Nie mogę nigdzie indziej być
Inaczej nie potrafię żyć
Nie chcę być cieniem w swojej własnej okolicy
Tkać swoją niewidzialną nić
W swych labiryntach sobie żyć
Prawdziwa sztuka może leżeć na ulicy
Tylko zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
Zjawy, upiory, demony i duchy
Błąkają się po teatrze
Karaluchy pod poduchy
Jedna ręka nie klaszcze
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Dżeki mówi o życiu i wyborach artysty, posługując się metaforą podstarzałego aktora z dłuższym stażem, którego lata świetności już przeminęły. Po ostatnim występuje na scenie czuje się wypalony i pozbawiony emocji. Wie, że nikt już więcej nie będzie bił mu braw; pozostały tylko „zjawy, upiory, demony i duchy”, które „błąkają się po teatrze”.
Przygnębiony aktor opuszcza mury teatru i wychodzi na ulicę, gdzie gra wyłącznie dla garstki przechodniów. Ich reakcja sprawia mu jednak radość – „pojedyncze brawa zawsze są najszersze”.
Nawet pozostawiony sobie samemu, „bez bileterów, bez klakierów, bez kurtyny”, aktor wciąż kontynuuje grę, „dla siebie bez korzyści, bez rutyny”. Nie potrafi już robić nic innego; nie potrafi żyć bez sztuki.
Chociaż tekst posiada przygnębiający nastrój, możemy spróbować odczytać go w sposób optymistyczny; jako pochwałę dla sztuki szczerej i wywodzącej się z serca, wykonywanej bez szukania poklasku.
„Jedna ręka nie klaszcze” to również tytuł czeskiej komedii z 2003 roku w reżyserii Davida Ondříčka.











Komentarze (0)