
Tekst piosenki
[Refren]
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno, już nie musisz zamykać drzwi
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno to nadchodzą ostatnie dni
[Zwrotka 1]
Dopiero urodził się syn mi i wlokę się z tyrki od jakiejś godziny
Bo taka godzina, że wracają wszyscy, ktoś by powiedział, lemingi
Mnie cisną podwyżki, a lipa z podwyżki i nie mam co liczyć na więcej
A remont nas trochę wyczyścił i wciąż do skończenia pokoik dziecięcy
Jest mój młody ma kolki, więc już nieprzytomny obejrzę se Netflix
By przewietrzyć głowę, gdy pójdą spać wszyscy, bo słyszę o wojnie bez przerwy
Ja mam tu prawdziwe problemy co patrzą mych bliskich oczami
I staram się odciąć od myśli czekając na wynik tej biopsji u mamy
Nie wierzę już w nic politykom, bo moi wygrali, a wyszło jak zawsze
Bandyci są wolni, a w pace się kończy jak o grosz pomyli się w składce
Ktoś mówi, że władza nam zamknie granicе, bo nikt nie chce ginąć za jej obiеtnicę
A nasze życie, cokolwiek jest warte dopóki zarabia na ich życie
Kto zauważa ten kibel to z miejsca wichrzyciel i zdrajca. Co to za farsa?
Stoję na światłach i patrzę się na światła miasta
Nie widać gwiazd, ta, metropolia blask wzięła na siebie
A co to za światła, co kluczem tak lecą ku centrum po niebie?
[Refren]
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno, już nie musisz zamykać drzwi
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno to nadchodzą ostatnie dni
[Zwrotka 2]
Dopiero urodził się syn mi, a już wątpiliśmy
Czy będzie nam dane doświadczyć tej pełnej rodziny, o której od lat marzyliśmy
Ostatnie godziny to wielki jak nigdy był znak zapytania
A ciężko z mimiki lekarza mi było, wyczytać, czy nie wyjdę sam ze szpitala
Żona cierpiała, aż w końcu wydała na świat go i w mig się rozpadło
To co zdawało się dotąd mieć wartość i chciałem już tylko być dla nich oparciem i tarczą
Lecz rady nie dałem żandarmom, gdy przyszli zwerbować mnie siłą
Prosto do koszar i w mig na poligon choć wcześniej strzelałem wyłącznie w tych co-opach online z ekipą
Dziś stoję pod waszą granicą w mundurze
Bo grożą represje rodzinom tych, co się odważą odmówić tym gnojom na górze
I patrzę na świetliste smugi na tym nocnym niebie
I wiem, że cokolwiek się dzisiaj zadzieje ja nigdy nie wrócę do siebie
Tak bardzo marzyłem, by dać co najlepsze mojemu synowi
Lecz będę dziś armatnim mięsem, bo zdobyć ktoś pragnie zasoby
I myślę, czy moi przodkowie przed końcem też w głowach refleksje miewali te same
I czy ich podniosło na duchu to, że im pośmiertnie ktoś przyznał medale
[Zwrotka 3]
Jesteśmy kroplami, co tworzą ocean i wszystko co znamy to nasza ocena
Oparta na danych zbieranych zmysłami w tych tylko nam znanych przestrzeniach
I jaki to sens ma, to ciężko jest pojąć, gdy coś co nadaje sens naszym istotom
I stawianym krokom, zaczyna płonąć lub tonąć
Lecz jak piękne chwile odchodzą, tak samo odchodzą te gorsze
Więc wszystko co możesz, to chwytać się życia i tego co ci jest najdroższe
Żeby to z dłoni wypuścić na koniec i odejść bez żalu
I wdzięcznym być za trudne i łatwe sceny zagrane na planie wielkiego serialu
[Refren]
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno, już nie musisz zamykać drzwi
Mamy coś co obudzi to miasto, jeśli ktoś tutaj jeszcze śpi
Już za moment zrobi się u was się jasno to nadchodzą ostatnie dni
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
To utwór o zwykłym człowieku wciśniętym między prywatne życie a wielką, bezduszną machinę świata. Z jednej strony mamy codzienność świeżo upieczonego ojca: zmęczenie po pracy, brak pieniędzy, lęk o zdrowie matki, strach o przyszłość dziecka i nieustanny szum informacji o wojnie, polityce i kryzysach. Miasto świeci, pędzi i zagłusza wszystko, co ciche i prawdziwe, a refren brzmi jak sygnał alarmowy – zapowiedź przebudzenia, które może być zarówno nadzieją, jak i końcem iluzji bezpieczeństwa.
Druga warstwa to brutalne zderzenie człowieka z systemem, który w chwili próby odbiera mu wybór. Narodziny syna splatają się z wizją przymusowej wojny, gdzie marzenie o byciu ojcem i ochroną dla rodziny przegrywa z logiką władzy, zasobów i „medali po śmierci”. Finał przynosi gorzką, ale dojrzałą refleksję: skoro wszystko jest kruche i przemijające, jedyną odpowiedzią pozostaje świadome trzymanie się życia, bliskich i wdzięczność za każdą scenę – nawet tę najcięższą – zanim zgasną światła tego miasta.











Komentarze (0)