Tekst piosenki
Dzyń dzyń, dzyń, walą dzwony.
Mikołaj lata porobiony.
Dzyń dzyń, dzyń, pękły sanki,
Wszyscy leją wódę do swej szklanki.
Dzyń dzyń, dzyń, trzęsę worem.
Będę twoim bejbe stworem.
Dzyń dzyń, dzyń, biała trasa.
Mikołaja swędzi kiełbasa.
Siedzi wujek przy talerzu, gębę ma w sałatce.
Znowu najebany gada o sąsiadce.
Opłatek się klei, ryba śmierdzi mułem.
Chyba przed chwilą przy stole się strułem.
Gwiazdka z nieba spadła prosto do kielicha.
Matka drze się w kuchni, a ojciec już zdycha.
Barszczyk na dywanie, uszka na suficie.
Takie jest to nasze wigilijne życie.
Ho ho ho! Kto to puka?
To Mikołaj — stara suka.
Nie ma brody, nie ma czapy,
Tylko wielkie, brudne łapy.
Dzyń dzyń, dzyń, walą dzwony.
Mikołaj lata porobiony.
Dzyń dzyń, dzyń, pękły sanki,
Wszyscy leją wódę do swej szklanki.
Dzyń dzyń, dzyń, trzęsę worem.
Będę twoim bejbe stworem.
Dzyń dzyń, dzyń, biała trasa.
Mikołaja swędzi kiełbasa.
Mikołaja swędzi kiełbasa.
Renifer Rudolf wbił się na salony.
Czerwony nos ma, bo jest porobiony.
Zeżarł mi prezenty, wysrał pod choinkę.
Chyba zaraz wytnę z niego dobrą szynkę.
Pasterka na dołku, pasterka w areszcie.
Może w końcu spokój będzie w całym mieście?
Królowie przybyli, przynieśli mandaty.
Tak się kończą święta u mnie w środku chaty.
Dzyń dzyń, dzyń, walą dzwony.
Mikołaj lata porobiony.
Dzyń dzyń, dzyń, pękły sanki,
Wszyscy leją wódę do swej szklanki.
Dzyń dzyń, dzyń, trzęsę worem.
Będę twoim bejbe stworem.
Dzyń dzyń, dzyń, biała trasa.
Mikołaja swędzi kiełbasa.
Dzyń dzyń, dzyń, walą dzwony.
Mikołaj lata porobiony.
Dzyń dzyń, dzyń, pękły sanki,
Wszyscy leją wódę do swej szklanki.
Dzyń dzyń, dzyń, trzęsę worem.
Będę twoim bejbe stworem.
Dzyń dzyń, dzyń, biała trasa.
Mikołaja swędzi kiełbasa.
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Ten utwór to satyryczna, mocno przewrotna wersja świątecznej piosenki, w której tradycyjne motywy Bożego Narodzenia są przerysowane i absurdalnie sprowadzone do chaotycznej, „grzesznej” rzeczywistości. Tekst pokazuje Mikołaja kompletnie odrealnionego i nietypowego – „porobionego”, pijącego i psotnego, a święta pełne są pijanych wujków, spadającego barszczu i przewróconych sanki. Humor opiera się na grotesce, przesadzie i anty-bożonarodzeniowej przewrotności – zamiast ciepła i spokoju mamy chaos, alkohol, rozróby i dziwaczne zachowania bohaterów.
Mimo szaleństwa w treści, refren powtarza się jak klasyczna kolęda, tworząc kontrast między rytmem i melodią a treścią – co potęguje efekt komiczny i absurdalny. Całość jest mocno ironiczna, wykorzystując stereotypy świąteczne w formie przejaskrawionej, anarchistycznej zabawy, która celowo prowokuje i bawi odbiorcę szokującymi obrazami.











Komentarze (0)