
Tekst piosenki
[Intro]
Ej, joł, standardowo. Jeśli nie rozumiesz fikcji literackiej, to wypierdalaj. A cała reszta zróbcie głośno
[Zwrotka]
Moim miejscem pracy pręgierz, ja rzeźbię w mięsie, niech wieść się niesie, że jest nowy wieszcz na mieście
Siema śmiecie, szykuj się na ścięcie
Sadyzm uwielbiam, przecież siedzę w tym, jak w wierszach Herbert
Na tępej siekierze zagram ci dziś Decapitated
Jak strefa Schengen nie znam granic, uczuć nie ma we mnie
Wiesz jak jest w życiu, wierna w stu procentach tylko śmierć jest
Ubrany w czerń jak węgiel, to czas katuszy
Będę was wieszać na tych podrobionych paskach Gucci
Szczury wygrzebują sobie drogę w brzuchu
Moja praca to swatanie cię z kolejnym progiem bólu
Mam martwą korę mózgu, otacza mnie kordon zwłok
To horrorcore, zawodowo mieszam porno z gore
W moim portfolio mrok i rzeźnia, jebać zwyczajność
Obieram kości z mięsa, za hajs tnę jak sicario
Żyrandol z czaszek oświetla miejsce katorgi
A ja na ziemi w kałuży krwi robię aniołki
[Bridge]
Kolejny level zepsucia
Mutylator, miło mi
Niech mnie żaden kmiot nie słucha
Józef Ignacy Guillotin
Każdy wers drąży tunel w twoim mózgu
Krew z wymiocinami wylewa się z moich ust
Znów palce w rogi złóż, Bóg bólu za majkiem
Dźwignią odsuwam spod waszych nóg zapadnie
[Refren]
Oto kat mało dobry, zawodowo okaleczam
Leci posoka z nieba, w sali tortur Boga nie ma
Czarny jak heban kaptur mam, na litość nie licz
Zasypiasz w objęciach jednej z żelaznych dziewic
Oto kat mało dobry, zawodowo okaleczam
Leci posoka z nieba, w sali tortur Boga nie ma
Czarny jak heban kaptur mam, na litość nie licz
Zasypiasz w objęciach jednej z żelaznych dziewic
Tłumaczenie piosenki
Analiza piosenki
Otwierając płytę tym kawałkiem Słoń pokazuje nam, że ani trochę nie zmienił się przez lata i cały czas prezentuje sobą ten sam styl, za jaki pokochały go tysiące fanów w całym kraju. „Mutylator” to coś w stylu „dzień dobry” od tego mistrza obrzydliwego, sadystycznego rapu.
Wojtek po raz kolejny udowadnia, że w rysowaniu wizji rodem ze slasherów nie ma sobie równych i nie zamierza wcale udawać kogoś, kim nie jest, zmieniając swojego flow pod publikę. Dostajemy dokładnie to, czego się spodziewamy – pełnokrwistą braggę, naszpikowaną makabrycznymi odniesieniami, muzykę którą nasi rodzice spokojnie włożyliby do kosza, wcześniej dzwoniąc po egzorcystę by sprawdził, czy z nami wszystko w porządku.
Od lat Słoń romansuje w swojej twórczości ze wszystkim, co uznajemy za zakazane, z najczarniejszą stroną ludzkiej natury, zachowując przy tym humor i niezmiennie łobuzerskie podejście. Nie ma się co dziwić, że nazwa tego numeru została wybrana na tytuł krążka – nasz ulubiony raper z Poznania znów przyszedł okaleczać słuchaczy i śmiać się przy tym jak sam Szatan.











Komentarze (0)